Kinga i Adam
Kindze i Adamowi się udało - już w dwa lata po ślubie cieszyli się własnym mieszkaniem. Do pełni szczęścia brakowało im tylko pary rozbrykanych dzieci, które jakoś nie mogły się pojawić. Choć liczne badania wykazywały, że nic nie stoi na przeszkodzie, upragnione dziecko nie chciało nadejść. Choć pojawiła się możliwość zapłodnienia pozaustrojowego, Kinga poroniła po dwóch miesiącach.
Pomysł zaadoptowania dziecka pojawił się w głowach Kingi i Adama niezależnie. Potem były spotkania, rozmowy i 8 - 9-miesięczny czas oczekiwania.
Telefon z ośrodka adopcyjnego był zupełnie niespodziewany - dziecko należy odebrać za 4 dni. Oboje nie mogli spać, Kinga, która ujrzawszy dwumiesięczną Iwonkę była bardzo podekscytowana, nie pamięta w ogóle zaleceń lekarki. Potem już trwało bezgraniczne szczęście.
Po kilku miesiącach Kinga zaczęła się źle czuć. Wizyta u lekarza wyjaśniła sytuację: Kinga spodziewała się dziecka! A więc to tak los postanowił pokierować życiem obojga! Dziś Kinga i Adam mają dwie śliczne córeczki. I obie kochają tak samo.
Barbara i Bogusław
Barbara była trzy razy w ciąży, za każdym razem rodziła przez cięcie cesarskie. Żadne z jej dzieci nie przeżyło dłużej niż dwa tygodnie. Aż dziw, że ci ludzie nadal są parą, że potrafią żyć normalnie.
Barbara nie mogła się już więcej zdecydować na ciążę. Decyzja o adopcji przyszła po wielu długich rozmowach. Po 9-miesięcznych staraniach zadzwonił ośrodek adopcyjny: należy przyjść na spotkanie w domu dziecka. Jest 4-miesięczny chłopczyk, bardzo chorowity. Większą część swojego króciutkiego życia przeleżał w szpitalach.
Czy ludzie z takimi doświadczeniami życiowymi mogą stawić czoła tej sytuacji? Krótka rozmowa w cztery oczy rozwiewa wszelkie wątpliwości: Jaś jedzie z rodzicami do domu! W wieku 5 miesięcy Jaś ma sprawność dwumiesięcznego niemowlęcia. Poradnia neurologiczna zaleca bolesne dla dziecka ćwiczenia rehabilitacyjne. Dziecko cierpi, ale nie niepotrzebnie - w wieku 7 miesięcy swoją sprawnością dorównuje już rówieśnikom. Mając 4 latka, Jaś dowiaduje się, "że urodziła go inna pani". Przyjął ten fakt do wiadomości, ale w jego zachowaniu nic się nie zmienia. Rodzice bardzo go kochają, a on jest z nimi szczęśliwy. Być może przyjemnie by było popatrzeć, czy ma oczy po mamie, albo dłonie po tatusiu. Ale dzisiaj nie ma to najmniejszego znaczenia.



Relacje rodzin